Globalna fala spadkowa zainicjowana w okolicach połowy maja,
jest już w znacznym stopniu zaawansowana. Oznacza to,
iż w niedalekiej przyszłości można spodziewać się na
rynku odreagowania. Pytanie, z jakiego poziomu zostanie
zainicjonowany wzrost i czy obejmnie całą bessę, czy tylko
ostatnią falę spadkową? Bezpieczniej jest założyć drugi
wariant.
WIG20 - W przypadku indeksu największych spółek, dobrym miejscem
dla zainicjonowania korekty wzrostowej są okolice 2500 pkt.
Myślę, że w tym miejscu być może będziemy otwierać pozycję
funduszu akcyjnego. Zobaczymy czy w tych okolicach popyt się uaktywni.
mWig40 - Cały czas obraz średnich spółek wygląda bardzo źle.
Prawdopodobne odreagowanie będzie jak zwykle mniejsze niż
w przypadku spółek największych. Małe i średnie spółki są
poza naszym zainteresowaniem, póki trwa bessa.
DOW JONES - Indeks wybił w dół długoterminową linię trendu wzrostowego,
pokonał dołki styczniowe i marcowe. Można tylko napisać, że jest
bardzo źle. Natomiast oczekuję w najbliższym czasie solidnej
korekty wzrostowej, która będzie dla nas szansą na zysk.
Bovespa (Brazylia) - Wsparcie na poziomie 66000 pkt. zostało
pokonane. Jest to negatywny sygnał. Szanse na powstanie kolejnej
fali wzrostowej znacznie więc zmalały. Prawdopodobny jest natomiast
ruch powrotny pod wyłamane wsparcie.
Złoto/ Indeks dolarowy - Wczoraj przypuszczałem, a dziś mogę napisać,
iż indeks dolarowy wyłamał klin wzrostowy w dół. Oznacza to, że
dolar będzie słabł.
Na reakcję kursu złota nie trzeba było długo czekać. Wczoraj wzrost o 3,5%.
Złoto ma szansę zakończyć korektę i myślę, że w najbliższych tygodniach
będziemy się zbliżać do silnej strefy oporu 940 - 950 USD. Jeżeli opory
zostaną pokonane, droga do cenowego szczytu zostanie otwarta.
FED w ostatnim czasie ma niewdzięczną rolę. Prowadząc swoją
politykę, musi wybrać między wzrostem gospodarczym, a inflacją
i dolarem.
Wczoraj FED pozostawił stopy procentowe bez zmian. Decyzja ta
osłabiła dolara. Wydźwięk komunikatu był mniej restrykcyjny,
niż można się było spodziedzać. Oznacza to, iż na następnym
posiedzeniu FED stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną
na poziomie 2%. Ubocznym kosztem pobudzania wzrostu gospodarczego
będzie więc inflacja i tani dolar.
Sytuacja ta powinna sprzyjać cenie metali szlachetnych. Indeks
dolarowy, który jest negatywnie skorelowany z rynkiem akcji,
znajduje się na dolnej granicy klina wzrostowego. Wyłamanie klina
spowoduje dalszą deprecjację dolara, co powinno sprzyjać zwyżce
kursu złota. Na wskaźniku MACD wystąpiła negatywna dywergencja,
szanse na wyłamanie klina są więc duże (w czym pomaga decyzja FED).
Sygnałem poprawy sytuacji na rynku złota i zakończenia trendu
bocznego będzie jednak dopiero pokonanie poziomu 940 USD za uncję.
Globalny rynek akcji także oczekuje na sygnał z USA. Nagatywną
przesłanką jest zejście Dow Jones poniżej długoletniej linii trendu.
Istotną kwestią pozostaje obrona marcowych dołków. Czy odreagowanie,
którego można się spodziewać obejmie całą besse, czy tylko spadek
zainicjowany w połowie maja? Czy na naszym rynku w końcu obudzą
się byki?
Gdy poznamy odpowiedź na te pytania, będzie nam łatwiej okreslić
trendy na poszczególnych rynkach i zająć właściwą pozycję.
Stany Zjednoczone to największa gospodarka na świecie. Swoją
potęgę kraj ten budował między innymi na tym, iż dolar jest
światową walutą rozliczeniową. Mając zapewniony ciągły popyt
na walutę, USA drukowały dolara rozlewając go na wszystkie
rynki. Od lat rząd Stanów Zjedoczonych deprecjonował wartość
złota argumentując, iż jest to przestarzała forma inwestycyjna
i płatnicza.
Prawdziwą wartość (według Amerykanów) stanowi nowoczesny papierowy
środek płatniczy. Nic więc dziwnego, iż w czasach niskiej inflacji,
rządy pozbywały się złota, zamiejąc rezerwy dewizowe na dolary.
Ostatnio przeglądałem jeden ze starszym numerów "Forbesa". Szukałem
informacji o rezerwach dewizowych najważniejszych państw. Rzeczywiście,
większość rządów, głównie w latach dziewięćdziesiątych, wyzbywała
się złota ze swoich skarbców.
Zdumiała mnie natomiast jedna informacja. Jednym z nielicznych krajów,
który nie sprzedaławał w tym okresie złota są USA! Rezerwy USA to 8133,5
ton złotego kruszcu, czyli 75 proc. rezerw walutowych tego kraju.
Czyżby Amerykanie wiedzieli ile naprawdę warta jest ich waluta? Czemu
prowadząc politykę marginalizacji złota, sami nigdy nie sprzedawali
tego kruszcu ze swoich skarbców? Dla porównania, rezerwy walutowe Chin
to zaledwie 600 ton złota, czyli 1,2% ogółu rezerw. Chiny nie
zapowiedziały oficjalnie, że zamierzają zwiększyć zapasy złota,
jednak wyraźne dążenie do zmniejszenia zależności yuana od dolara
pozwala przypuszczać, że działania takie są planowane.
Co się stanie, jeśli polityka mocarstw zmieni się i państwa zaczną
ponownie powracać do standardu złota, jako formy rezerwy dewizowej?
Czeka nas dalsza hossa. Myślę, że dywersyfikacja rezerw jest tylko
kwestią czasu, tak jak kwesią czasu będzie utrata zaufania do waluty
amerykańskiej. W ostatnich latach politykę zwiększenia rezerw w złocie
prowadziły m.in: Rosja, Argentyna i RPA. Nasz kraj wyprzedał ok.75%
swoich rezerw w złocie w okresie formowania się dołka bessy złotego
kruszcu...
P.S. Dziś ważna decyzja FED, która będzie dotyczyć wszystkich rynków.
Podwyżka stóp procentowych może spowodować krótkoterminowe kłopoty
kruszcu i umocnienie się dolara. Póki istnieje zagrożenie korektą, nie
będziemy zwiększać udziału matali szlachetnych (póki co niewielkiego)
w naszym portfelu.
Patrząc na ten rynek długotermionowo, powinna wystąpić - wzorem lat
siedemdziesiątych - jeszcze jedna hossa (fala 5). Fale 5 na rynkach
towarowych są najsilniejsze i powodują olbrzymie wzrosty. Wielką hosse
na rynku metali szlachetnych może w przyszłości spowodować FED - jeśli
"w imię walki z recesją" stopy procentowe będą na niskim poziomie.